Jak pisała Lotnaa - hobby ma nas uszczęśliwiać, a nie być powodem do zmartwień, bo buty, bo sekcja, bo uraz, bo palce, bo coś tam. Szkoda życia na takie zamartwianie się. serio 😉 ? Dla mnie-dziecka wielkiem stresem było jeździectwo: krzyczący instruktor, gryzące konie, osamotnienie w towarzystwie stajennym, problemy typu ,,a co jak nie będę wiedzieć który kantar jest czyj", jakiego konia dostanę, nie zdążę wyczyścić przed jazdą i zaczną beze mnie 😂 . Co nie zmienia faktu, że kocham(łam) to hobby jak nic innego i byłam w stajni kiedy tylko mogłam. Także różnie z tym bywa, szczególnie jeśli się ma masochistyczne zapędy 😁 .
wiesz, stres a narzekanie to roznica 😀 Ja kocham wspinaczke a mega mnie stresuja wysokie skalki. Ale nie marudze 😀 A Magdzie sie zrzeda wlaczyla jakby nie sprawialo jej to radosci - ale spoko, minie jej 😀 Nie malenka?? 😀
No właśnie Rul, chyba mówimy o czymś zupełnie innym 😉
nerechta mnie też stresują wysokie! Okropnie! Na kursie skałkowym wchodziłyśmy po takiej głupiej drodze w kominie, trzeba było zapierać się o skały po dwóch stronach i wisiało się między 2 skałami a pode mną dziura.. Droga technicznie bardzo prosta, ale tak sparaliżował mnie strach (i koleżankę też 😁 ), że utknęłyśmy tam obie (trzecia szła pierwsza, założyła stanowisko i asekurowała nas od góry). Instruktor skakał dookoła, pokazywał jak to przejść, w końcu mówi "stań mi na ramionach i odepchnij się".. a ja nic. Zrezygnowany podsumował "ku*wa, paraolimpiada!" 😁 Okazało się, że w sumie robiłyśmy tę drogę 3 godziny 🤔wirek: 😉
No cóż. Zawsze miałam skłonności do narzekania. Póki co sobie odpoczywam. Z jednej strony przykro mi, że ciepło się robi a ja unieruchomiona (lekarz zalecił minimum 3 tygodnie oszczędzania nogi), z drugiej nareszcie mam czas się zdrzemnąć w dzień, poczytać, zrobić dobry obiad. Psychicznie odpocznę zwyczajnie. Mnie póki co nie ciągnie w skałki jakoś mocno. Chciałabym spróbować, ale kiedyś, jak już będę mieć jakieś mięśnie na rękach 😉 Ciągnie mnie na ściankę, bo tam odpoczywam. Nie myślę wtedy o niczym poza wspinalnią, jest pozytywna adrenalina i fajne zmęczenie.
Ty nie narzekaj tylko wlasnie - wykorzystaj ten czas na odpoczynek! Ciagle gdzies jezdzisz i cos robisz, a cieplo bedzie jeszcze pol roku wiec Ci nie ucieknie 😀 Zrelaksij sie porzadnie i z przyjemnoscia marudo! :P 😀
Miałam iść dzisiaj na ściankę ale kolega się rozchorował, grr. A po wczorajszym treningu nie mam siły na boulder. Cóż, pójdę w takim razie na siłkę zrobić ręce 😁
Powiedzcie mi, czy to się jakoś leczy? Z nim gorzej niż z dzieckiem. Na szczęście jeszcze na drzewa nie zaczął włazić, chociaż kto wie, co mu przyjdzie do głowy na starość 🤔wirek: 😉
I moje dzisiejsze z cyklu: nie mam pomysłu, co dalej, ale powisieć zawsze sobie mogę 😉
smarcik, to jest bardzo dziwna skała. Niby coś a la wapień, ale jest w nim uwięzionych masa kamyków. Do tego płynęła po tym woda, więc miejscami jest piekielnie śliski. Chorpowatość niby jest, ale nie zawsz jest to równoznaczne z chwytami - czasem jest to po prostu bardziej śliskie niż szkło, czasem jest bardzo płytko. Może tutaj to będzie widać:
Ale do nauki czucia skały super. Mnie bardzo się spodobało, bo jest o wiele trudniej niż na ściance, niewiele da się rozwiązać siłą, więc w końcu muszę zacząć się ustawiać i myśleć nad jakimiś sensownymi sekwencjami.
nerechta, ależ ja się cieszę 🙂 Chociaż z drugiej strony, kiedy wczoraj zażartowałam, że na jego balkonie też dało by się przewieszone trawersy robić, to najpierw mnie wyśmiał, a za chwilę przyłapałam go, jak "lustrował" ten balkon. Zastanawiam się, czy sąsiedzi zadzwonili by najpierw po policję, czy po pogotowię 😉
magda, dobrym sposobem na naukę jest podglądanie lepszych - tego jak się ustawiają z ciałem, które chwyty działają z jakiego kata itd. Można poobserwować na ścianie i/lub w boulderowni, albo można pooglądać filmiki. Kopalnią linków mogą być te serwisy: http://www.8a.nu/ http://www.ukclimbing.com/ http://www.bouldering.pl/ http://wspinanie.pl/ Oczywiście, że dla "normalnych" ludzi jak Ty czy ja większość tych dróg czy boulderów to kosmos, ale zauważyłam, że im więcej oglądam, tym więcej widzę później opcji dla siebie: nie da się tak, to spróbuję jeszcze tak i siak...
A jeśli boli Cię kostka, to zawsze możesz jeszcze ćwiczyć i wzmacniać łapki, robić pompki albo podciągać się na drążku.
Nie mogę ze względu na plecy/bark. Mogę rozciągać plecy, z podciąganiem bardzo, bardzo ostrożnie. Póki nie skręciłam nogi to na ściankę mogłam, ale też ostrożnie, pilnując techniki, by nie podciągać się rękami. Jutro się konsultuję z ortopedą, mam nadzieję, że na basen pozwoli w przyszłym tygodniu chociaż. Póki co odpoczywam, chodzę na fizjoterapię i mam czas na czytanie. Przejrzę linki, dzięki! Dla mnie te zawody np jak włączyłam to wyglądają nierealnie, więc wolę coś mnie zaawansowanego oglądać. Ale i konie zawsze na poziomie niekoniecznie najwyższym lubiłam oglądać. Sport na moim poziomie i na poziomie, który czuję, że mogłabym kiedyś osiągnąć wolę podpatrywać 😉 Z fajnych rzeczy widzianych w sieci - małe ścianki, buldery nad łóżkiem np. Może kiedyś... 😉
No to powiem Ci szczerze ze wspinaczke bym na Twoim miejscu niestety odpuscila - z czysto zdrowotnego punktu widzenia. Wspinaczka chcac nie chcac opiera sie na podciagach. Pompki akurat dzialaja na inna grupe miesni niz uzywa sie podczas wspinaczki, choc tez sa przydatne. Ale glownie cwiczy sie sile na drazkach/tablicach/chwytach przez utrzymywanie sie i podciaganie. Idac do gory nie ma bata zeby sie nie podciagac - jesli Ci tego nie wolno, to jak chcesz sie wspinac? Przeciez to jest ryzyko kontuzji i niepotrzebne narazanie zdrowia. Chyba ze plecy to chwilowa kontuzja ktora mozna zrehabilitowac.
Ja juz sobie marze ze w domu bede miec mala scianke 😀 A moze i na zewnatrz tez... 😀
Kiedy mi po ściance było lepiej! Autentiko! Jak zaczęłam chodzić, to przeszły bóle, a odnowiły się na rowerze jak cały dzień jeździłam po chaszczach (po normalnym rowerowaniu nie bolało nic a nic). Póki co plecy rehabilituję, na pewno na początku będę musiała uważać, by wykorzystywać siłę nóg, a jak najmniej rąk, ale zapewne się ręce i plecy wyrobią w końcu kiedyś i będzie dobrze. Póki co jestem po kolejnej wizycie u ortopedy i niestety dopiero 30.04 będę mogła iść na ściankę (w sensie na sekcję) - ze względu na skręcenie. Natomiast basen mogę w każdej chwili.
Po co odpuszczać? Trzeba wyleczyć i wspinać się dalej, szkoda życia na siedzenie w domu 😉 ja mam nawykowe zwichnięcie stawu barkowego, da się przeżyć 🙂
a o co dokladnie chodzi z tymi plecami i barkiem? Jesli to tylko kwestia slabych miesni to jest to do zrobienia, ale jesli np masz tendencje do zwichniec barku to juz gorzej. Chociaz moj pierwszy instruktor wspinaczki zwalil sie kiedys 20 metrow i zlamal kregoslup - ma rente inwalidzka i teoretycznie nie powinien normalnie funkcjonowac, nie mowiac juz o wspinaczce - a smiga jak malpa 🤣
Baby, ja nie mam zdecydowanej większości mięśnia czworogłowego uda (powypadkowa historia) i górołażę bardzo intensywnie, biegam co drugi dzień już całkiem zacne dystanse (ok 10km) i jeżdżę/jeździłam konno. Czuję jego brak, np. nie daję rady absolutnie na rowerze więcej niż 3-4km. Ale poza tym..? Owszem, łapię kontuzje znacznie częściej niż inni (zazwyczaj drugiej nogi, którą przeciążam), ale da się z tym żyć. Nie zwalniam tempa, nie zamierzam.
Niestety moja Cubryna się odsuwa... Mieliśmy jechać, ale pogoda kroi się fatalna w Tatrach, to za ciężka górka na takie akcje. Oglądałam topo i nie widzę za bardzo opcji wycofu jeśli coś pójdzie nie tak. Plus jest mało śniegu, co oznacza, że mogłoby się okazać, że jednak trzeba będzie uskutecznić trochę bardziej zaawansowany wspin, a z tego co patrzyłam... to tam są drogi od 4+ do 6. Przy moim "doświadczeniu" to chyba nierozsądne. No nic, czekamy na lepszą pogodę.
Z kontuzjami to trzeba uważać i tyle. Jak się człowiek rusza to nabudowuje sobie mięśnie i funkcjonuje. Tylko musi pilnować żeby było rozsądnie. Takież jest moje zdanie. Nie zamierzam rezygnować z żadnej formy aktywności, jaką uprawiam. Dołączę basen w celach rehabilitacyjnych tylko. Choć pływać lubię więc może i to w nawyk wejdzie jak znajdę czas później 🙂
Halo halo, co tu tak cicho - wszystkie zajęte wspinaniem? 😉 Ja już nawet nie pamiętam kiedy ostatnim razem byłam na ściance. Czasu brak, a jak ja mogę to koleżanka nie. Z kolei kolega, z którym czasem się wspinałam, postanowił opuścić naszą piękną Ojczyznę i jest właśnie w drodze do Niemiec, grr :/
Za to w piątek jadę w końcu w Bieszczady. Może nie wspinaczkowo, ale będzie porządny trekking i śniadanie wielkanocne na Szerokim Wierchu 😉
Ja się nie wspinam, nie górołażę - już czuję się fatalnie 🤔 Tatry dopiero za 2 tygodnie, bo w święta to nie chcę się pchać, za dużo ludzi. Ale za to zacna ekipa będzie, bo przy okazji opijamy moje urodziny w 5tce, więc sporo ludzi się zadeklarowało 💘
Smarciku, jak Ty jeździsz z Wawki w Biesy? Autem czy jak? Bo to kawał drogi, ale myślę czy na majówkę nie skoczyć
Autem, tylko ja jeżdżę przez Lublin, odwiedzam rodziców i następnego dnia jeżdżę w Bieszczady więc trochę naokoło 😉 Bez samochodu poza sezonem to chyba najwygodniej jest dojechać do Sanoka i stamtąd łapać stopa 😉 Ewentualnie można pytać na grupie "Bieszczady" na facebooku, tam jest dużo zapaleńców, również z Warszawy, zawsze można się z kimś zabrać 😁
Na weekend majowy niestety się nie wybieram bo mam zawody w Ustce w tym czasie, ale jak następnym razem będę jechała to dam znać, może akurat termin Ci podpasuje 😉
nerechta, rewelacja. Mamy nadzieję, że uda nam się kiedyś zrealizować mniejszą wersję z drugiego zdjęcia.
Ja byłam w sobotę w Izerach. Połaziłam trochę, odwiedziłam Chatkę Górzystów, ale same te gory są wyjątkowo... płaskie 🤔
Tymczasem u mnie śnieg topnieje, niedługo może uda się połazić nieco na poważniej, bez zakopywania się w rakietach.
A już w piątek, jeśli Bóg Deszczu będzie grzeczny - świąteczne boulderowanie w Fontainebleau 😅 Ja co prawda zupełnie bez kondycji i treningu, ale od czegoś trzeba zacząć.
Izery uwielbiam!! Ale jak mowisz, to raczej spacerowo-rowerowe miejsce 🙂 Niemniej jednak piekne i warte zobaczenia! Na piknik nad rzeka albo na lakach nadaje sie idealnie 🙂 I Wiedzmina tam krecili hehe 😀
Co do treningu to kupilam sobie drazek do podciagania, ale czeka na zamontowanie.. I marzy mi sie chwytotablica do treningu, tylko ponoc musi byc mocarnie przykrecona.